„Opera to okręt flagowy” – stwierdził pod koniec debaty Ireneusz Kalinowski. Jeśli przyjąć tę metaforę na serio, to pytanie o to, kto stoi za sterem, przestaje być tylko środowiskową dyskusją, a zaczyna dotyczyć całej „floty”, jaką jest podlaska kultura.

We wtorek 21 kwietnia 2026 roku w białostockim Nie Teatrze odbyła się debata „Kompetencje i wizja. Przyszłość jednostek kultury w województwie podlaskim”, organizowana przez Fundację Wybieram Kobiety i Stowarzyszenie 100-lecie Kobiet. Jak na tego typu spotkanie, wzięło w nim udział sporo osób, w tym także osoby bardzo młode.

Pierwsza część spotkania była poświęcona szeroko rozumianej wizji i przyszłości instytucji kultury Podlasia, z naciskiem na Teatr Dramatyczny i Operę Podlaską, w których trwają konkursy na dyrektorów. W panelu wzięli udział dr hab. Paweł Chomczyk (Grupa Coincidentia), prof. Marek Kochanowski (dyrektor Biblioteki Uniwersyteckiej UwB), prof. Marta Rau (była rektorka Akademii Teatralnej, wydz. białostocki) oraz Mateusz Tymura (Fundacja Teatr Latarnia). Zestawienie ciekawe, choć momentami nierówne. Z jednej strony doświadczenie akademickie, artystyczne i animacyjne, z drugiej brak osoby z doświadczeniem w zarządzaniu samorządową instytucją kultury (biblioteka działa w strukturze uczelni).

Moderacja należała do dr Małgorzaty Wenclik i Katarzyny Zadykowicz. Spotkanie miało formę panelu z elementami luźno powiązanych wypowiedzi. Nie przeszkadzało to jednak w tym, by wybrzmiało kilka ważnych wątków. Jedno z pierwszych pytań dotyczyło tego, na ile instytucje kultury powinny być zakorzenione lokalnie. I tu szybko okazało się, że odpowiedzi nie są ani oczywiste, ani wspólne. Pojawił się też temat potrzeby badań publiczności. W tle cały czas przewijało się pytanie o to, kim właściwie powinien być dyrektor: artystą, menedżerem, a może jednym i drugim. I czy w ogóle da się dziś te role rozdzielić.

Konkursy, które nie zawsze są konkursem

Najwięcej konkretu pojawiło się przy temacie konkursów dyrektorskich. I tu trudno było nie odnieść wrażenia, że mówimy o systemie, który działa bardziej na papierze niż w rzeczywistości.
Padła ważna uwaga, że jakość konkursu mierzy się tym, kto do niego startuje. Jeśli kandydatów jest niewielu, to coś jest nie tak. Jednym z powodów ma być praktyka powoływania wcześniej pełniącego obowiązki dyrektora i konstruowania wymagań w sposób, który taką osobę premiuje w konkursie. Efekt jest taki, że część potencjalnych kandydatów rezygnuje już po samym ogłoszeniu konkursu. Do tego dochodzi kwestia powiązań politycznych. Nikt nie mówił o tym wprost i bezpośrednio, ale temat wybrzmiał, zwłaszcza w kontekście stanowisk zastępców dyrektorów w instytucjach kultury, które często mają charakter polityczny.

Głos z sali

Po części panelowej przyszedł czas na kandydatów i publiczność. I to był moment, kiedy rozmowa zrobiła się najbardziej żywa. Z ust kandydatki Anny Świetochowskiej-Mitrosz padło ważne zdanie, że Podlasie to nie Warszawa. Opera jest tu jedna i tym bardziej powinna być miejscem, które bierze odpowiedzialność za różne potrzeby widzów. Dyskusja w pewnym momencie przebiegała pomiędzy stanowiskami: co jest ważniejsze, budynki i jakość sal czy ludzie w nich działający oraz jakość działań, które realizują. Choć mogłoby się wydawać, że to ludzie i jakość są najważniejsze, z sali pojawił się głos osoby z zespołu opery, mówiący, że teatr można wystawić w różnych przestrzeniach, ale orkiestra potrzebuje odpowiednich warunków i sal prób, których w tej chwili brakuje.

Były też głosy o braku wydarzeń międzynarodowych, choć zaraz pojawiły się kontrargumenty, że przecież takie rzeczy się dzieją. Trudno było nie odnieść wrażenia, że problemem jest nie tylko sama oferta, ale też jej widoczność. Ciekawie wybrzmiały wypowiedzi obecnych na publiczności osób aktualnie zarządzających instytucjami. Mniej było w nich wielkich słów o wizji, więcej konkretu o pracy zespołu. O tym, że dyrektor nie musi znać się na wszystkim, ale musi umieć dobrać ludzi i im zaufać oraz potrafić rozmawiać z organizatorem.

Trochę gaszenia pożaru

Padła też uwaga z sali, że o konkursach wiadomo było od miesięcy i może warto było rozmawiać o tym wszystkim wcześniej, zanim ogłoszono regulamin i wokół narosło wiele wątpliwości. Trudno się z tym nie zgodzić. Z drugiej strony organizatorzy podkreślali, że to część większego cyklu debat i że zachęcają do ich organizacji. Być może jedno i drugie jest prawdą. Rozmowa jest potrzebna, tylko pytanie, czy nie powinna zaczynać się wcześniej, zanim sytuacja stanie się napięta i tak głośna, że zamiast o przyszłości kultury i jakości kolejny raz rozmawiamy o upolitycznieniu.

Okręt flagowy i cała reszta

Wracając do tej metafory okrętu. Opera rzeczywiście jest w regionie instytucją wyjątkową. Ma największy budżet, sale niemal zawsze są w niej pełne, można wręcz powiedzieć, że to jedyna instytucja, w której „trzeba być”. Ale nie jest samotną wyspą. Obok niej działają teatry, galerie, domy kultury i inicjatywy oddolne. Cała sieć, która razem tworzy coś w rodzaju kulturalnej armady województwa podlaskiego.

I może właśnie po tej debacie powinno wybrzmieć coś najważniejszego: nie tylko to, kto zostanie dyrektorem dwóch instytucji, ale to, jak myślimy o całym systemie organizacji, wspierania i rozwoju kultury w województwie podlaskim. Czy ma to być zbiór oddzielnych bytów, z których każdy działa osobno, czy raczej jeden bogaty organizm, w którym wszyscy się uzupełniają i współpracują.

Debata nie przyniosła prostych odpowiedzi. I chyba dobrze. Jej wartość polegała raczej na tym, że w ogóle się odbyła i że przyszło na nią tyle osób. Byli mieszkańcy, byli ludzie kultury, byli radni miejscy. Była też energia do rozmowy, nawet jeśli momentami chaotycznej.

Na początek myślę, że to już coś, bo każda armada, nawet jeśli nie do końca wie, dokąd ma płynąć, musi najpierw zebrać załogi i się zgrupować. Razem możemy więcej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *