Od pewnego czasu obserwuję w kulturze zjawisko, które nazwałbym wyjałowieniem terenu lub tematu. Dochodzi do niego wtedy, gdy w określonej przestrzeni zbyt często pojawiają się te same osoby, wydarzenia albo zagadnienia. Kolejne instytucje zapraszają tego samego artystę, eksperta czy osobę prowadzącą warsztaty. Zmienia się miejsce i oprawa, ale zawartość wydarzenia pozostaje niemal identyczna.

Pojedynczo każde z tych działań może być wartościowe. Kiedy jednak spojrzymy na program całego miasta, regionu albo środowiska, może się okazać, że wszędzie pojawia się właściwie to samo. Piszę o tym także z perspektywy osoby prowadzącej warsztaty lub organizującej cykliczne działania artystyczne. Dlatego pytanie o powtarzalność oferty kieruję również do siebie.

Kulturalne déjà vu

Wyobraźmy sobie, że w ciągu dwóch miesięcy ten sam artysta pięć razy występuje w jednym mieście z niemal identycznym programem. Za każdym razem zaprasza go inna instytucja. Każda z nich promuje wydarzenie jako ważny punkt swojego programu, choć część potencjalnej publiczności miała już okazję zobaczyć tę propozycję w innym miejscu.

Podobnie może być z warsztatami. Osoba prowadząca sprawdzony format zostaje zaproszona przez bibliotekę, dom kultury, galerię i organizację pozarządową. W każdym z tych miejsc prowadzi bardzo podobne zajęcia, często kierowane do tej samej grupy osób. Nie oznacza to, że artysta lub osoba prowadząca robi coś źle. Duża liczba zaproszeń może świadczyć o jakości pracy, ale także o rozpoznawalności, dobrych rekomendacjach i sprawnej promocji. Odpowiedzialność za różnorodność oferty spoczywa jednak przede wszystkim na osobach tworzących programy.

Bezpieczny wybór

Instytucje często sięgają po te same nazwiska, ponieważ jest to bezpieczne. Skoro ktoś sprawdził się w jednym miejscu, istnieje duża szansa, że sprawdzi się również w kolejnym. Ma gotowy program, doświadczenie, materiały promocyjne i rekomendacje. Trudniej zaprosić kogoś, kto nie jest jeszcze szeroko rozpoznawalny. Trzeba taką osobę znaleźć, poznać jej twórczość, a czasem również podjąć ryzyko. W kulturze, w której często brakuje czasu, pieniędzy i pracowników, sięgnięcie po sprawdzony kontakt wydaje się najprostszym rozwiązaniem. W ten sposób może jednak powstać zamknięty obieg. Osoba zapraszana często staje się coraz bardziej widoczna, a widoczność przynosi jej następne propozycje. Jednocześnie inni artyści, eksperci i prowadzący działający w tym samym obszarze pozostają na marginesie. Czy dlatego, że mają mniej do zaoferowania? A może po prostu jeszcze ich nie poznaliśmy?

Popularność, która może zaszkodzić

Nadmierna obecność może w dalszej perspektywie zaszkodzić również osobom, które aktualnie są na fali. Jeśli w jednym sezonie pojawią się z podobną propozycją niemal we wszystkich instytucjach w danym mieście lub regionie, mogą szybko wyczerpać listę miejsc zainteresowanych kolejnym zaproszeniem. Po kilku miesiącach część organizatorów uzna, że dana osoba już u nich była albo niedawno występowała u sąsiadów. Publiczność również może stracić zainteresowanie kolejnym podobnym wydarzeniem. Nawet wartościowa propozycja zacznie być odbierana jako coś, co już dobrze znamy. Zamiast przez kilka sezonów stopniowo docierać do nowych odbiorców, artysta, animator czy szkoleniowiec może w krótkim czasie wykorzystać większość możliwości w swoim najbliższym otoczeniu. W kolejnym sezonie część instytucji może już szukać nowego nazwiska, które przyciągnie uwagę.

Temat też można wyczerpać

Wyjałowienie nie dotyczy wyłącznie ludzi. Podobnie dzieje się z tematami. W pewnym momencie w branży popularne stają się określone zagadnienia. Nagle organizowane są wokół nich konferencje, debaty, szkolenia i spotkania sieciujące. Same tematy mogą być ważne i potrzebne. Trudność pojawia się wtedy, gdy kolejne wydarzenia nie wnoszą niczego nowego. W panelach uczestniczą te same osoby, podczas warsztatów wykorzystywane są podobne metody, a dyskusje prowadzą do tych samych wniosków. Często nawet publiczność pozostaje ta sama. Z czasem może przyjść przesyt. Frekwencja spada, zaangażowanie słabnie, a ważne zagadnienie zaczyna być odbierane jako chwilowa moda. W ten sposób można wyczerpać nawet temat, który zasługuje na poważną i długofalową pracę.

Jedna publiczność, wiele instytucji

Wyjałowienie terenu jest szczególnie widoczne w mniejszych miastach i środowiskach. Instytucje formalnie mają własne programy i publiczność, ale w rzeczywistości często kierują ofertę do tych samych osób. Powtarzanie wydarzeń nie zawsze jest jednak złe. Ten sam spektakl pokazany w kilku odległych miejscowościach może dotrzeć do zupełnie różnych widzów. Podobnie warsztaty przeprowadzone w kilku gminach zwiększają dostęp do wartościowej oferty. Znaczenie mają odległość, czas i to, czy wydarzenie rzeczywiście dociera do nowych osób. Kiedy jednak instytucje działające blisko siebie w krótkim czasie proponują tej samej publiczności niemal identyczną ofertę, trudno mówić o poszerzaniu dostępu do kultury.

Kulturalny płodozmian

Ziemia uprawiana przez długi czas w ten sam sposób traci swoje właściwości. Potrzebuje zmiany i nowych roślin. Podobnie jest z programem kulturalnym. Nie musimy rezygnować z osób sprawdzonych ani porzucać ważnych tematów. Warto jednak przed kolejnym zaproszeniem zastanowić się, czy wniesie ono coś nowego. Czy wydarzenie dotrze do innej publiczności? Czy pokaże nową perspektywę? Czy rozwija temat, czy jedynie go powtarza? Tworząc program, warto obok pytania: „Kogo znamy i kto już się sprawdził?” postawić również drugie: „Kogo jeszcze nie pokazaliśmy?”. Pomóc może sprawdzanie programów innych instytucji, wymiana planów oraz świadome szukanie nowych osób i propozycji. Czasem wystarczy porozmawiać z ludźmi pracującymi w instytucji obok.

Wyjałowienie terenu nie jest winą popularnych artystów, ekspertów czy prowadzących. Jest skutkiem braku szerszego spojrzenia na kulturalny krajobraz miasta lub regionu. Tracą na tym uczestnicy, osoby pozostające poza głównym obiegiem, ale także ci, których popularność została zbyt szybko wykorzystana.

Moim zdaniem kulturalny płodozmian jest potrzebny. Zanim wyślemy kolejne zaproszenie, warto sprawdzić, co dzieje się obok. Może tym razem jest miejsce na kogoś, kogo jeszcze nie poznaliśmy?

fot. treść wygenerowana przez AI

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *