Żadna grypa nas nie chwyta! Znów na koncercie!

Kina plenerowe zawładnęły naszym krajobrazem i cieszą się ogromną popularnością, coraz więcej instytucji nieśmiało robi innego typu imprezy. Pojawiają się festiwale, koncerty, warsztaty. Wszystko w reżimie sanitarnym. Wracają też koncerty klubowe – na zdrowie.

W sobotę 8 sierpnia miałem okazję uczestniczyć w koncercie klubowym zespołu Farben Lehre. Jest to grupa z Płocka, która od ponad 30 lat działa na polskiej scenie muzycznej. Ich twórczość to mieszanka punk rocka i reggae. Są organizatorami słynnej trasy Punky Reggae Live gdzie występują z innymi zespołami. Byłem na wielu koncertach tego zespołu, lubię jego twórczość. Bardzo mi się podoba gra sceniczna wokalisty, który łapie kontakt z publicznością. Lockdown uderzył bardzo mocno w branżę muzyczną, zwłaszcza ze sceny alternatywnej. Odwołano mnóstwo koncertów, z których zazwyczaj żyją ci artyści. Ucieszyła mnie informacja, że jeden z białostockich klubów zdecydował się na organizację koncertu tego typu. Pierwszym moim zaskoczeniem było, że odbywa się w wakacje (zazwyczaj latem w klubach nie ma koncertów, wszyscy grają na plenerach). Czas pandemii jak widać przyspieszył działania organizatorów i artystów – dobrze, ponieważ jesienią znów może się zdarzyć przymusowa przerwa. Bardzo byłem ciekawy jak to będzie na koncercie po tak długim czasie. W wejściu do lokalu było trzeba wypełnić oświadczenie oraz mieć zakrytą twarz. Po wejściu na plac w zasadzie nikt maski nie miał na twarzy (nieustannie trwała konsumpcja napojów, więc można by to uzasadnić). Sam koncert odbywał się w ogródku, z tyłu lokalu. Ustawiono tam niedużą zadaszoną scenę 5×5 metrów. Oddzielono ją barierkami od trenu imprezy. Ustawiono namiot z koszulkami i płytami (najnowszy model koszulki z napisem: „na zdrowie – czas pandemii”). Porządku pilnowało trzech ochroniarzy, którzy tak naprawdę nie mieli nic do roboty bo publiczność bawiła się nie sprawiając kłopotów. Sam koncert rozpoczął się 40 minut później niż wskazana godzina na bilecie. Nie było to spowodowane żadnymi problemami technicznymi (przynajmniej ja tego nie zauważyłem). Uważam, że wyszło to na dobre, gdyż występ odbywał się dłużej przy światłach sceny. Brak udziału w koncertach dało się odczuć po obu stronach barierek. O ile zawsze na koncertach od samego początku przed przednimi barierkami gromadzili się fani, tak wszyscy stali w dystansie pozostawiając pusty plac przed sceną. Zespół zapraszał do wspólnej zabawy, wraz z upływającym czasem i piwem, które było podawane w jednorazowych kuflach, teren przed sceną się zapełnił. Dystans publiczności z występującymi bardzo się zmniejszał. Mimo, iż między osobami nie było wymaganych odległości, to mimo wszystko stały one w pewnym dystansie. Pamiętam z czasów sprzed pandemii, że ludzie stali (w klubach i plenerach) bardziej zwarcie. Po pewnym czasie uczestnicy bawili się jak za czasów sprzed pandami. Ostre pogo przed sceną, w innych częściach kołyszące lub tańczące osoby.

Mimo, iż między osobami nie było wymaganych odległości, to mimo wszystko stały one w pewnym dystansie.

Odniosłem wrażenie, że wielu uczestników tak jak ja tęskniło za koncertami. Dało się to poczuć. Wszyscy życzliwi, uśmiechnięci jak na spotkaniu dawno niewidzianych znajomych. Przekrój wiekowy uczestników imprezy był bardzo duży – od nastolatków po osoby około 50. „A ja się nie boję zawsze robię swoje” śpiewał ze sceny piosenkę „Terrorystan” wokalista. „Żadna grypa nas nie chwyta” zapraszał do aktywniejszej zabawy uczestników. Jestem zadowolony z tego koncertu. Brakowało mi tych emocji i przeżyć. Myślę że tak samo tego kontaktu brakuje dziś artystom. Warto wybrać się na koncert, do kina, teatru. Z jednej strony pokazać, że te wydarzenia są potrzebne, z drugiej wesprzeć artystów kupując bilet. Mam nadzieję że sale będą się zapełniać, strach przed zarażeniem zostanie pokonany, a wrażenia i pozytywne emocje będą towarzyszyć uczestnikom wydarzeń kulturalnych.

Tradycyjny bilet na koncert.
Początek koncertu.
Ludzie bawili się świetnie gdy koncert zbliżał się ku końcowi.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.