Potrzeba jedności.

Wiele się mówi o braku reprezentacji domów i centrów kultury oraz rozproszeniu środowiska. Pracownicy domów kultury nie mają swoich gildii, stowarzyszeń czy ogólnopolskich związków, które mogły by wywierać znaczący wpływ na ustawodawcę.

Rozproszone środowisko

Bibliotekarze, filmowcy, muzealnicy są to środowiska skupione, mówiące jednym głosem, które faktycznie mają wpływ na ministerstwo czy inne organy władzy. Ich głos jest słyszalny oraz są oni partnerem do rozmów. Sytuacja ma się inaczej z instytucjami takimi jak domy, centra i ośrodki kultury. Środowisko (o ile można mówić o środowisku) pracowników kultury jest rozproszone i nie ma wspólnego konkretnego celu. Co prawda jest kilka organizacji, które próbują działać w tym obszarze i być reprezentacją przed władzami centralnymi czy samorządowymi. Można tu wymienić Stowarzyszenie Dyrektorów Samorządowych Instytucji Kultury lub Forum Kraków, które wydaje się być najbardziej aktywne w Małopolsce, na Mazowszu i Śląsku. Mimo wszystko nie są to struktury o mocnym zasięgu ogólnopolskim, jakby chociaż Stowarzyszenie Bibliotekarzy Polskich (na marginesie, którego jestem członkiem od zeszłego roku). Działają inicjatywy mniejsze o zasięgu powiatowym lub wojewódzkim. Odbywają się spotkania branżowe, ale nieformalne jak na przykład przy okazji Podlaskiego Forum Kultury (corocznego szkolenia organizowanego przez Podlaski Instytut Kultury) potocznie nazywanym zjazdem dyrektorów. Nie zmienia to faktu, że środowisko jest słabe i głos jego jest słabo słyszalny. Można było tego doświadczyć choćby wówczas, gdy Ministerstwo Kultury publikowało wytyczne na czas pandemii. Dla ośrodków kultury, które działają na pierwszej linii w wielu miejscach Polski ukazały się jako jedne z ostatnich.

Skoncentrowanie na najbliższym otoczeniu

Problem braku silnego środowiska pracowników instytucji kultury moim zdaniem ma kilka źródeł. Jednym z najważniejszych jest to, że każda z instytucji ma swojego indywidualnego organizatora zazwyczaj jest nim samorząd lokalny. To burmistrz, wójt lub rada mają realny wpływ na kształt instytucji kultury. Mimo, iż instytucje są autonomiczne to zależność finansowa od organizatora ma wielki wpływ na kierunki działań. Często pracuje w nich tak mało osób, że gdyby chciały one zawalczyć o swoją sprawę to stanowią zbyt małą grupę wyborców, by realnie wpływać na decyzje organizatorów. Ponadto dyrektorzy takich instytucji często skupiają się tylko na swoim terenie nie wykraczając poza granice gminy czy miasta. Dbając o swoją działkę nie widzą potrzeby angażowania się w działalność poza tę dla swoich mieszkańców, czego wymaga od nich organizator. Skoncentrowanie na swoim podwórku wydaje się być uzasadnione, zwłaszcza że domy, centra i ośrodki kultury nie są chronione prawnie w tym sensie, że samorządy nie mają obowiązku ich prowadzenia, jak ma to miejsce w przypadku bibliotek. Lęk przed likwidacją jest motorem działań niejednej małej instytucji. Łatwiej jest się jednoczyć pracownikom z różnych instytucji, gdzie jest wspólny organizator na przykład województwo czy ministerstwo, pod którym działa wiele jednostek.

Jedna instytucja – jeden organizator różne standardy

Wspominając województwo jako organizatora nie sposób nie wspomnieć o kolejnej sprawie, która ma duży wpływ na brak silnego środowiska. Pozycja Wojewódzkich Ośrodków Kultury po zmianie ustroju znacząco osłabła. Nie pełnią już one nadzoru merytorycznego nad lokalnymi domami kultury. Nie mają one wpływu na dobór kadr w terenie czy powoływanie dyrektorów oraz kontroli jakości programów. Współpraca między Wojewódzkimi Ośrodkami Kultury, a lokalnymi zależy jedynie od dobrej woli dwóch stron. Nie jest ona systemowo uregulowana. Tak na dobrą sprawę lokalny ośrodek kultury merytorycznie rozlicza się jedynie ze swoim organizatorem, a ten niejednokrotnie ma inne priorytety. Taka sytuacja nie sprzyja budowaniu środowiska, sieciowaniu się instytucji czy animatorów. Poniekąd też wpływa na osłabienie pozycji społecznej pracowników kultury.

Grupa indywidualistów – silni liderzy.

W sektorze kultury zazwyczaj pracują pasjonaci lub ci, którzy muszą. Najwięcej chyba jest indywidualistów (przynajmniej wśród kadry merytorycznej). Nie chcą oni się zrzeszać w struktury formalne lub przystępować do większych projektów. Zamiast tego wolą mniejsze, bardziej spersonalizowane inicjatywy, gdzie rzeczywiście mogą mieć wpływ na ich kształt. Poza tym pracownicy instytucji kultury wiecznie pracują w czasie, kiedy inni mają wolne. Życie prywatne przeplata się z zawodowym na każdym kroku. Branie sobie kolejnych obowiązków na głowę sprawia, że ma się mniej czasu dla siebie. Powoli kadry kultury dotyka wypalenie zawodowe, brak chęci zmian i akceptacja zastanego stanu. W różnym czasie i miejscach pojawiają się silni liderzy, którzy podejmują działania na rzecz budowania środowiska. Problem w tym, że często oni sami ciągną te działania. Po ich odejściu ta praca nie jest kontynuowana. Brak jedności branży wciąż się utrzymuje.

W wielu miejscach w Polsce podejmowane są lokalne działania na rzecz budowania silnego środowiska kultury. Są spotkania branżowe takie jak Niekongres Kultury czy Ogólnopolska Giełda Projektów, które dają przestrzeń do działań i rozmów. We wrześniu odbędzie się konferencja Pracuj w Kulturze organizowana przez Narodowe Centrum Kultury, która mam nadzieję, że też stanie się platformą do rozmów o budowaniu silnej pozycji ośrodków kultury i środowiska. Przed nami jeszcze wiele pracy, ale myślę że małymi krokami uda się zbudować silne środowisko pracowników domów, ośrodków i centrów kultury.

Proces twórczy trwa…

Konferencja Wolontariat w Kulturze 2019
Ogólnopolska Giełda Projektów 2019 – spotkanie środowiska ludzi kultury.
Niekongres Kultury 2018 (Poznań)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.