Kultura w/po pandemii – publikacja po konferencji

W ubiegłym roku wziąłem udział w konferencji naukowej „Kultura w/po pandemii”, która odbywała się w ramach XXVII Festiwalu Wielu Kultur i Narodów w Czeremsze. Prelegentami byli naukowcy, artyści i animatorzy kultury. Podczas wydarzenia poruszono wiele wątków i przedstawiono wiele perspektyw dotyczących działań kulturalnych i sytuacji instytucji kultury w czasie pandemii. Poniżej znajduje się publikacja „Kultura w/po pandemii”, która jest wynikiem tego spotkania. Wydawcą tej pozycji jest Stowarzyszenie Miłośników Kultury Ludowej.

Kultura w/po pandemii (publikacja pdf)

W artykule „Pandemia kreatywności – jak lok lane instytucje kultury radziły sobie z epidemią” przedstawiłem jak mimo przeszkód i trudności wiele instytucji kultury robiło wszystko, by pozostać w kontakcie z odbiorcami i przetrwać czas pandemii. Zapraszam was do zapoznania się moim artykułem oraz artykułami innych autorów tworzących tę publikację.

Rozmowa z grupą 111 – Bogdanem Chmielewskim, Witoldem Chmielewskim i Wiesławem Smużnym. SZTUKA SPOŁECZNA: PRZESZŁOŚĆ, TERAŹNIEJSZOŚĆ, PRZYSZŁOŚĆ. Rozmawiała Katarzyna Niziołek.

DOKUMENTY PANDEMII. MIĘDZY SZTUKĄ SPOŁECZNĄ A PAMIĘCIĄ ZBIOROWĄ – Katarzyna Niziołek

MUZEA W CZASIE PANDEMII – Karolina Radłowska

KULTURA LOKALNA W/PO PANDEMII – Maciej Białous

WOLONTARIAT W DOBIE PANDEMII KORONAWIRUSA COVID-19 – Maciej Żywno

PANDEMIA KREATYWNOŚCI – JAK LOKALNE INSTYTUCJE KULTURY RADZIŁY SOBIE

Z EPIDEMIĄ – Przemysław Waczyński

KULTURA I PANDEMIA – Ludmiła Dudar

Pandemia kreatywności – jak lok lane instytucje kultury radziły sobie z epidemią”

Na początku 2020 roku świat obiegały informacje o szalejącej pandemii w różnych krajach. Działo się to gdzieś daleko, poza naszym podwórkiem. W Europie pandemię na początku bardzo odczuli Włosi oraz ich instytucje kultury. Instytucje oraz muzea, które udostępniały największy dorobek i dziedzictwo światowej sztuki, nie mogły przyjmować turystów. Sektor cierpiał i robił, co mógł, aby przetrwać. Do polskich instytucji kultury największe kłopoty dopiero miały nadejść. Dnia 11 marca 2020 roku (środa) podczas konferencji Rząd ogłosił zamknięcie szkół i instytucji kultury. Szkoły miały przestać działać od 16 marca (poniedziałek), instytucje kultury już od dnia następnego tj. 12 marca. Z dnia na dzień przestały działać kina, biblioteki, opery, galerie, teatry, domy i centra kultury. Nikt tak naprawdę nie wiedział, ile ten stan potrwa. Większość liczyła, że zaraz wrócimy do normalności. Niestety, dziś już możemy mówić o nowej normalności w instytucjach kultury – postpandemicznej.

Dwie postawy instytucji kultury

Informacja o zamknięciu spadła na wszystkie instytucje dość niespodziewanie. Raczej nikt się nie spodziewał, że zostaną one zamknięte z dnia na dzień. Na początku zamknięcia wśród instytucji pojawiły się dwa podejścia do sprawy. Pierwsze to przekonanie, że potrwa to krótko, drugie, że raczej musimy się przyszykować na dłuższy lockdown. Jedni i drudzy musieli szybko się przystosować do nowych okoliczności. Zastana sytuacja uwypukliła przepaście zasobów, kompetencji oraz mentalności, które dzielą różne instytucje kultury w Polsce. Niektóre instytucje ruszyły bardzo szybko z działaniami online, nie zawsze mając możliwości i umiejętności, aby to robić na innym poziomie, inne zaś zamilkły i się zamknęły. Po niedługim czasie okazało się, że brak widzów oraz uczestników zajęć edukacyjnych skutkuje brakiem zajęcia dla wielu osób. Większość dyrektorów instytucji kultury (niestety nie wszyscy) robiło co mogło, aby nie rozwiązywać umów z pracownikami na umowach zlecenie (głównie tak pracują instruktorzy zajęć) oraz nie wysyłać ludzi na przestój wiążący się z mniejszą pensją. Zatem w instytucjach masowo ruszyło szycie maseczek, których brakowało w szpitalach oraz porządki, remonty i zaległe prace. Część kadry pracowała zdalnie, i co ciekawe, niejednokrotnie zwiększało to wydajność pracy. O ile instytucje typu biblioteki i centra kultury na początku finansowo nie odczuwały mocno skutków zatrzymania, o tyle opery, kina i teatry były w sytuacji tragicznej z powodu dużego udziału w budżecie dochodów z biletów. Aby utrzymać kontakt z widzami i uczestnikami, instytucje kultury zaczęły działać online. Część ośrodków mogła robić to bez problemu, ponieważ dysponowała sprzętem i kadrami, które się na tym znały. Większość jednak na bieżąco przystosowywała się do nowej formy działania – bez fizycznego udziału widzów. Szybko jednak przyszło zderzenie z rzeczywistością. Bez uczestników dom kultury nie ma sensu bycia. Po pewnym czasie stopniowo zaczęto pozwalać instytucjom kultury na działania w ograniczonym zakresie. Przepisy były dość niejasne i często się zmieniały. W związku z tym dyrektorzy instytucji kultury podzielili się na dwie grupy, które miały skrajne podejścia do otwierania instytucji. Jedni uważali, że należy otwierać instytucje za wszelką cenę, tak lawirować pomiędzy paragrafami i interpretować zapisy rozporządzeń, by móc przywrócić działania instytucji, kontakt z widzami i uczestnikami. Drudzy uważali, że należy trzymać placówki zamknięte. Niektóre instytucje zaczęły przyjmować ludzi dopiero późną wiosną 2021 roku (sic). Niejednokrotnie ta druga postawa była prezentowana w miejscach, gdzie wymagania wobec instytucji kultury są bardzo niskie, przy jednoczesnej mocnej pozycji dyrektora tej jednostki, głównie w niewielkich miejscowościach.

Zachłyśnięcie się kulturą online

Po wprowadzeniu tzw. „Kwarantanny Narodowej” Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego apelował do instytucji, aby udostępniły swoje zarchiwizowane wytwory, tj. spektakle, koncerty, wystawy. Miało to ułatwić konieczność przebywania w domach milionów obywateli. Wiele instytucji, szczególnie tych wielkich, przyłączyło się do akcji #zostańwdomu. Uwolniono mnóstwo treści kultury. W Internecie można było oglądać spektakle, filmy, koncerty czy zwiedzać galerie online. Wszystko po to, by umilić czas osobom pozostającym w narodowej kwarantannie. W pewnym momencie było tego tak wiele, że uczestnik nie był w stanie obejrzeć wszystkiego, czego by sobie zażyczył. Zespoły tworzyły piosenki nagrywane z domów artystów. Wiele osób i instytucji brało udział w tak zwanych challengach. Po pewnym czasie nawet najzagorzalsi miłośnicy kultury i sztuki byli przebodźcowani ilością treści. Przejście instytucji kultury do działań online pokazało idealnie dysproporcje w zasobach i kompetencjach online. Weźmy choćby popularne challenge, które robili artyści, youtuberzy, ale też instytucje. W produkcji (bo tak należy to nazwać) Teatru Wielkiego w Łodzi, która trwa 4 minuty 33 sekundy, ostanie 60 sekund to napisy końcowe, a w nich przewijająca się liczba dziesiątek osób zaangażowanych w realizację. Z drugiej strony pojawiały się challenge małych instytucji, nagrywane telefonem przez garstkę osób. Pokazało to również, że w działaniach online konkurencja o uczestnika jest o wiele większa. Najmniejsi ścierają się z największymi. Znikła bariera przestrzeni. Dzięki komputerom i telefonom uczestnik zaczął mieć możliwość wybierania pomiędzy działaniami Centrum Kultury w Gródku a Teatrem Narodowym w Warszawie. Dla lokalnych instytucji kultury to było wielkie wyzwanie, aby konkurować o uwagę odbiorcy w sieci.

Przepisy a rzeczywistość lokalnych instytucji kultury

Na samym początku przepisy były bardzo jasne. Zakaz wszelkiej działalności z udziałem publiczności oraz kontakt z odbiorcami. Od 12 marca 2020 roku nie można było już oddać książek  do biblioteki, przyjść do galerii czy muzeum, ani wziąć udziału w zajęciach edukacji artystycznej. Zespoły teatralne i muzyczne nie mogły odbywać prób. Zaś pracownicy, którzy zostali w pracy stacjonarnej musieli trzymać się ściśle określonych zasad bezpieczeństwa, takich jak dystans, noszenie maseczek i rękawiczek ochronnych. Z upływem czasu dla kolejnych instytucji i branż pozwalano na częściowe lub całkowite wznowienie działalności przy spełnieniu różnych warunków. I właśnie ten okres sprawiał instytucjom kultury nie lada problemy. Nieprecyzyjność przepisów sprawiła, że dochodziło do wielu trudności w interpretacji, co przekładało się na dezorganizację działalności. Chociażby rozporządzenia, które przez długi czas pomijały w zapisach domy, ośrodki i centra kultury, które w wielu miastach są jednostkami pełniącymi funkcje wielu instytucji, takich jak galerie, biblioteki, teatry, kina, muzea. Brak literalnego wskazania tych jednostek sprawiał, że stały one zamknięte pomimo że sprofilowane instytucje kultury (galerie, muzea, biblioteki) mogły już działać, jeżeli uzyskały zgodę organizatora i pozytywną opinię Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej. Wielki dylemat mieli zarządzający instytucjami, które zgodnie z rozporządzeniem działać nie powinny, ale w swoich strukturach miały jednostki, które jako samodzielne działać już by mogły. Ruszyła więc lawina pytań o interpretacje przepisów oraz próśb o wznowienie działalności. Tu pojawiła się różnorodność podejścia do tematu organów wydających opinie niezbędne do wznowienia pracy instytucji. W jednym powiecie SANEPiD wydawał zgodę na wznowienie działań, w drugim zabraniał wznowienia działalności, w trzecim zaś oznajmiał, że nie jest stroną w sprawie, tym samym blokując możliwość otwarcia. Autonomia podejmowanych decyzji przez tę instytucje była bardzo widoczna przy organizacji pracy bibliotek, które miały obowiązek kwarantannować zwrócone książki. Zgodnie z decyzjami w powiecie białostockim kwarantanna trwała 7 dni, gdzie w tym samym czasie w powiecie wysokomazowieckim książki musiały być kwarantannowe przez dni 10. Pojawiły się też dylematy odnośnie do miejsc organizacji wydarzeń. W pewnym momencie instytucje kultury mogły organizować koncerty, ale tylko z udziałem 1/4 publiczności. W tym samym czasie w świątyniach mogła przebywać liczba wiernych odpowiadająca 1/2 dostępnych miejsc. Pojawiło się pytanie: co w przypadku koncertów w kościołach? Wiele festiwali i koncertów organizowanych przez instytucje kultury odbywa się właśnie w świątyniach. Ilu widzów zgodnie z prawem może wziąć udział w takim wydarzeniu? Być może z perspektywy czasu wydaje się to być zabawną historią, lecz wtedy służby faktycznie kontrolowały wydarzenia i ilość osób przebywających na nich. Jednym z kolejnych przykładów, gdzie przepisy sobie, a życie sobie, jest występ zespołu pieśni i tańca. Zgodnie z ówczesnymi przepisami mogły odbywać się próby i przygotowania do występów. Natomiast liczba osób biorących w nich udział była warunkowana powierzchnią sali. I tak zespół, który był podzielony na 3 grupy, zgodnie z przepisami, po chwili wsiadał do jednego autokaru i jechał na koncert, gdzie wspólnie występował na jednej scenie, mniejszej niż sala prób. Niejasne przepisy oraz różnorodne ich interpretacje pozwoliły na śmiałe ruchy kadrowe w instytucjach kultury, gdzie w normalnych warunkach nie byłoby to tak proste. Nakładano kary za działania osobom niewygodnym. W związku z zatrzymaniem zajęć lub ograniczeniem działalności wiele osób straciło pracę. Niejednokrotnie były to osoby, których porostu chciano się pozbyć, ale wcześniej nie było do tego podstaw. Branżę kulturalną obiegła głośna sprawa zwolnienia dyscyplinarnego dyrektora Centrum Kultury w Ostródzie. Podstawą zwolnienia było złamanie przepisów prawa, polegające na organizacji koncertu, gdy instytucje kultury były zamknięte rozporządzeniem. Jednakże decyzja była bezpodstawna (co potwierdziły wyroki sądu), ponieważ koncert był zorganizowany w formule online, bez fizycznego udziału publiczności. Inną głośną sprawą z sektora kultury był mandat nałożony przez SANEPiD na dyrektorkę Domu Kultury w Świebodzicach. Podczas zamknięcia ich placówki wraz z pracownikami szyła maseczki, których był deficyt w całej Polsce. Tak uszyte maseczki były rozdawane mieszkańcom. SANEPiD uznał, że mimo zakazu zorganizowała ona zgromadzenie (kolejka, która się ustawiła po odbiór) i nałożył karę w wysokości 10 tysięcy złotych z nakazem płatności w ciągu 7 dni. Na uregulowanie należności zrzucili się chętni za pośrednictwem portalu zrzutka, zaś sama decyzja po roku rozpraw sądowych została uchylona. Środki ze zrzutki przekazano na cele charytatywne. Rok po ogłoszeniu stanu pandemii przepisy dotyczące instytucji kultury wciąż są zagmatwane i różnie interpretowane, w zależności od miejsca. Przekłada się to na działalność, która jest zróżnicowana w związku z podejściem i determinacją osób pracujących w tych instytucjach.

Kreatywność instytucji kultury

Ciągłe zmiany przepisów oraz różne ich interpretacje, zamykanie instytucji z każdą kolejną falą epidemii oraz zmiana modelu uczestnictwa w kulturze, wymusiła na instytucjach kultury działania, które umożliwiłyby im kontakt z uczestnikami. Większość placówek za główny cel stawiała sobie utrzymanie kontaktu z uczestnikami i kontynuacje działań. Przekładało się to bezpośrednio na ich przyszłość, która jest uzależniona od wykonania budżetów i prowadzenia działań, które wykażą, że instytucje są potrzebne mieszkańcom i mimo pandemii mają co robić. Z racji ograniczeń w możliwości bezpośredniego kontaktu z odbiorcami większość instytucji zaczęło prowadzić działania online. Materiały zamieszczane w sieci były różnej jakości. Z upływem czasu jednak chyba w każdej instytucji da się zauważyć progres w tej dziedzinie. Jak się okazało, nie zawsze małe instytucje były na przegranej pozycji w tej konkurencji. Wiele z nich skupiło się na prezentacji treści lokalnych, skupionych na małych ojczyznach. Spotkania z historią online, wirtualne spacery po najbliższej okolicy czy publikacja archiwalnych zdjęć, na których mieszkańcy się odnajdywali sprawiło, że domy kultury w sieci znów zaczęły być lokalne. Dodatkowo uaktywniły się nowe grupy osób, czyli te, które kiedyś wyjechały do innych miast lub państw, ale czują więź z miejscem pochodzenia. Dla nich te działania stały się platformą kontaktu z własną historią i ożywiały wspomnienia. Kluczem do organizacji wielu przedsięwzięć w stanie epidemii było kreatywne podchodzenie do interpretacji przepisów oraz szukania rozwiązań, które w obwiązującym porządku prawnym mogły zapewnić instytucjom możliwość kontaktu z odbiorcami i prowadzenie działań. Pracownicy placówek kulturalnych w Polsce prześcigali się w pomysłowości, aby móc organizować wydarzenia. Jednym z częstych zabiegów była zmiana klasyfikacji wydarzenia z kulturalnego na uroczystość religijną. Te nie były zakazane i mogły się odbywać, podczas gdy instytucje kultury miały zakaz organizacji wydarzeń z udziałem publiczności. Zazwyczaj wyglądało to tak, że na koncert, projekcję lub spotkanie zapraszany był duchowny, który przed rozpoczęciem mówił kilka słów i prowadził modlitwę. W związku z tym spotkanie regulaminowo stawało się uroczystością religijną. Wiadomo, że nie do każdego działania dało się zastosować to rozwiązanie, ale wiele działań instytucji kultury jest cały czas prowadzonych przy współpracy ze związkami wyznaniowymi. Pozwoliło to na organizację wydarzeń na żywo. Wiele instytucji kultury prowadzi pozaszkolną edukację związaną ze sztuką. W związku ze stanem pandemii edukacja ta została zawieszona. Odbywać się za to mogły próby i przygotowania do spektakli, koncertów i pokazów, w tym również online. Nie trzeba było długo czekać, żeby zajęcia edukacji artystycznej (taniec, śpiew, nauka gry na instrumentach) zmieniły się w próby do pokazów i przedstawień, które nie miały bliżej określonego terminu. Dzięki temu kolejne wyłączenia instytucji nie miały wpływu na utrzymanie ciągłości zajęć, które w edukacji artystycznej są szczególnie ważne. Przez długi czasu był zakaz organizacji wydarzeń (z wyjątkiem tych online). Mogły też działać plany filmowe. Wiele instytucji kultury skorzystało z tych zapisów, by móc zorganizować działania w przestrzeni. W niejednym miejscu odbywały się Orszaki Trzech Króli, spektakle uliczne czy happeningi. Wszystko to było rejestrowane, co zmieniało przedsięwzięcie w pracę na planie filmowym. Tak samo uliczne teatry lub spotkania były transmitowane online. Rozporządzenie nie formułowało miejsca, z którego ma być prowadzona transmisja. Przypadkowi przechodnie, którzy się zatrzymali, aby zobaczyć co się dzieje, nie byli w rozumieniu przepisów uczestnikami tych wydarzeń. Rozgraniczenie wydarzeń na te, które mogą się odbywać i na te, które nie mogą, też dawało duże pole popisu organizatorom. Przez długi czas zabronione było organizowanie koncertów. W tym samym czasie mogły odbywać się projekcje filmowe, warsztaty i spektakle teatralne. Przemianowanie kategorii wydarzenia sprawiało, że czasami było możliwe zorganizowanie koncertu. Stąd obywały się filmy z muzyką na żywo, gdzie zespoły grały do wizualizacji wyświetlanych na ekranie. Miłośnicy muzyki i tańca mogli wziąć udział w warsztatach tanecznych z zespołem na żywo, zwieńczonych potańcówką, będąca weryfikacją i utrwalaniem nabytych umiejętności podczas warsztatów. Melomani stawali się widzami teatralnymi. Odbył się niejeden spektakl, w którym muzycy na scenie byli aktorami odgrywającymi rolę muzyków w spektaklu pt. koncert. Jak się okazało, widzowie byli głodni tego typu spektakli.Jednymi z pierwszych instytucji, które mogły wrócić do realnego kontaktu z odbiorcami były biblioteki. Musiały one spełnić szereg wymogów sanitarnych, by móc działać. Specjalny ubiór pracowników, pleksi oddzielające bibliotekarza od czytelnika,poddawanie książek kwarantannie – to jedne z wielu wymagań koniecznych do spełniania. Niemniej jednak, większość tych placówek działała wtedy, gdy tylko było to możliwe. Z kolejnymi falami i te instytucje zamykano. Wyjątkiem było tu udostępnianie księgozbioru na świeżym powietrzu bez kontaktu z czytelnikiem. Chodziło tu o wymiany za pomocą książkomatów. Ceny takich urządzeń zaczynają się od 70 tysięcy. Wiadomo, że większości bibliotek nie stać, aby je zamontować, zaś te, które na to stać, już je mają. W wielu miejscach zaczęły się pojawiać przed bibliotekami miejsca, które pełniły funkcję takich urządzeń, były one obsługiwane przez bibliotekarzy. Głównie w szafkach lub na stolikach, choć w Świdniku zdarzyła się też lodówka, pracownicy bibliotek umieszczali książki, które były zamawiane telefonicznie przez czytelników. Podczas takich rozmów ustalana była godzina wymiany. Kilka minut przed umówioną wymianą zamówione książki były umieszczane w szafie, które następnie odbierał czytelnik pozostawiając woluminy przeczytane. Bibliotekarz, widząc przez okno odchodzącego czytelnika, podchodził do szafki i ją opróżniał. W ten oto sposób w dziesiątkach polskich bibliotek ruszyły wymiany bez kontaktu z czytelnikiem. W tym systemie zdarzały się też sytuacje kuriozalne. Osoba stojąca niedaleko takiego punktu składała zamówienie przez telefon komórkowy z prośbą o natychmiastową realizację. Wszystko odbywało się zgodnie z przepisami. Bibliotekarz nie przekazywał książek bezpośrednio, tyko wkładał je do szafy, mimo, iż kilka metrów od niej znajdował się czytelnik. Niepoważne, prawda? Być może teraz tak to wygląda, ale mając na uwadze karę, jaką otrzymała dyrektorka we Świebodzicach za rozdawanie maseczek, raczej większość pracowników bibliotek trzymała się przepisów. Aby móc prowadzić działalność w tych trudnych czasach organizatorzy uciekali się do różnych sztuczek i metod, by móc osobom spragnionym kontaktu z kulturą ten kontakt umożliwić.

Krajobraz po bitwie o kulturę

Czy to dobrze, że instytucje kultury się tak trudziły, żeby pozostać w kontakcie fizycznym z odbiorcami, pomimo szalejącej pandemii? Zważywszy na to, że oprócz nich wszystko działało,  zaś ludzie licznie brali udział w uroczystościach religijnych, tłoczyli się w autobusach i sklepach, na plażach, placach zabawi wiecach politycznych – to z pewnością tak. Przemawia za tym też fakt łatwości zapewnienia reżimu sanitarnego w instytucjach kultury. Ponadto osoby obawiające się o swoje zdrowie nie są zmuszane do uczestnictwa w kulturze proponowanej przez instytucje.

Pandemia pokazała, jak różnorodne jest środowisko instytucji kultury działających w Polsce. Z jednej strony, wielkie instytucje narodowe z wielkimi budżetami i zespołami, z drugiej, małe w niewielkich miejscowościach. Wszystkie one musiały zmierzyć się pandemią, która wykształciła wśród odbiorców nową formę spędzania wolnego czasu. Część instytucji od pierwszych dni rozpoczęła przystosowywanie swojej działalności do panujących warunków. Inne zastygły ze swoimi działaniami na ponad rok. Wiele z nich aktualnie boryka się z widmem cięć budżetowych, a nawet zamknięcia. Mimo wszystko, dobrą stroną pandemii jest to, że wiele osób zatrudnionych w instytucjach kultury wykonała niesamowitą pracę na rzecz odbiorców i własnego rozwoju. Instytucje i pracownicy nabyli kompetencje cyfrowe, które pozwalają dziś na szersze działania i docieranie do większej liczby odbiorców. Zapewne zaowocuje to w przyszłych latach, które będą pełne wartościowych wydarzeń, nie tylko online.Pracownicy i dyrektorzy placówek będą mogli skupić się głównie na pracy mającej na celu upowszechnianie kultury i sztuki, a nie być zmuszanymi do szukania rozwiązań, jak móc mieć kontakt z realnym odbiorcą, bez którego instytucje kultury nie mają racji bytu.

Kartka na drzwiach Centrum Kultury w Choroszczy w czasie pandemii w trakcie trwania wystawy „Salvador Dali – Grafiki”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.